BÓG – ARTYSTA /3/

Kaligrafia uczy pokory. W przeciwieństwie do wielu innych form pisania, tutaj nie ma miejsca na poprawki.
Nie ma gumki, nie ma cofania, nie ma „spróbuję jeszcze raz”. Każde pociągnięcie pióra zostaje na papierze dokładnie takie, jakie było w momencie jego wykonania.

Drżąca ręka - zostaje. Pośpiech - zostaje. Pewność - też zostaje.

To sztuka, która nie ukrywa prawdy. I może dlatego tak mocno przypomina nasze życie.

My często chcielibyśmy mieć możliwość cofania. Wymazania słów, które padły. Decyzji, które okazały się błędne. Momentów, w których zabrakło nam miłości, odwagi, cierpliwości. Chcielibyśmy poprawić swoje życie tak, jak poprawia się tekst na ekranie.

Ale życie nie jest szkicem. Jest zapisem i każdy dzień coś zapisuje. W nas i w innych.

To może budzić lęk, bo skoro nie da się cofnąć, to łatwo dojść do wniosku, że każdy błąd jest nieodwracalną porażką.
Ale to nie jest cała prawda, bo choć nie możemy cofnąć pociągnięcia, możemy pisać dalej.

Możemy nadać sens temu, co już zostało zapisane. Możemy pozwolić, by nawet niedoskonałe linie stały się częścią większego dzieła.

Bóg nie oczekuje od nas idealnej kaligrafii. Nie patrzy na nasze życie jak surowy nauczyciel, który szuka błędów. On patrzy jak artysta, który widzi całość. Potrafi włączyć nasze pomyłki w historię, która ma sens. Potrafi sprawić, że to, co wydawało się nieudane, staje się częścią czegoś większego.

Ale jedno pozostaje w naszej odpowiedzialności: Czy w ogóle chcemy pisać?

Czy nie zatrzymujemy się ze strachu przed błędem? Czy nie odkładamy decyzji, relacji, dobra, tylko dlatego, że nie jesteśmy pewni, jak wyjdzie?

Bo czasem największym błędem nie jest krzywa linia, ale brak jakiejkolwiek.

A życie… Czy tego chcemy, czy nie - i tak się zapisuje…

Pozwól Bogu prowadzić swoją rękę.




ws

do góry